post image

 

 

Światowe Dni Młodzieży już za nami. Mieliśmy okazję zachwycić się entuzjazmem młodych chrześcijan. Każdy z nas, który zetknął się chociaż na chwilę z pielgrzymami może powiedzieć z całą otwartością "chrześcijaństwo jest cool". Chrześcijaństwo, które można przeżywać inaczej, chrześcijaństwo, które zachwyca, a nie zniechęca, chrześcijaństwo, które łączy, a nie dzieli, chrześcijaństwo, które jest różnością kultur, a nie monokulturą. Chrześcijaństwo, które jest proste, naturalne, radosne i pełne mocy. Takie jest chrześcijaństwo, które leży głęboko w sercu papieża Franciszka.

Kościół bliski człowiekowi – w tramwaju, na ulicy, w sklepie, w pubie i w kościele. Chrześcijaństwo, które jest blisko, ubogich nie tylko poprzez mądre i patetycznym językiem napisane przemówienia i dokumenty, ale przez bezpośredni kontakt, podanie ręki, pomoc, uśmiech, czas i słowo. Powiemy chrześcijaństwo żywe. Takiego nam brakuje. Nam, zamkniętym w dogmatycznej klatce, której prętami są sztywne reguły, powszechny smutek, patos i przepaść, dzielącą "funkcjonariuszy kościoła" od "zwykłych wiernych".

Papież Franciszek mówi takiej formie chrześcijaństwa nie. Kategoryczne nie. Kiedy był kardynałem Buenos Aires, na kongresie młodych pytał: czy nasze miejsce jest w budynku kościoła? I powtórzył trzy razy nie. Jest tam, gdzie był Jezus – na ulicy, wśród ludzi, wśród ubogich, wśród chorych, w środowiskach marginesowych... na manowcach społeczeństwa. Tam jest miejsce kardynała, arcybiskupa, biskupa, księdza, sióstr zakonnych przede wszystkim i każdego z nas.

Dzisiaj każda inna forma życia kościelnego będzie pusta, sztuczna i zamknięta jak skansen, do którego ludzie przychodzą zobaczyć stare chaty, i odchodzą dalej.

Komentarze

Dodaj Komentarz