post image
Dominik Gajda/Magdalena Boehm podkreśla, że pomoc przedszkolna jest niezbędna. Za nią pani Beata, która wykonuje tę pracę od pięciu lat

Od kilku tygodni tematem numer jeden w Rybniku jest pomysł władz miasta na szukanie oszczędności w oświacie poprzez likwidację stanowiska pomocy nauczyciela. Skąd ta burza?

Ponieważ panie, pracujące na stanowisku pomocy nauczyciela, są dla nas, nauczycieli, niezbędne. Panie, razem z nami czuwają nad bezpieczeństwem dzieci, to ich najważniejsze zadanie. Są naszą prawą ręką. Pracujemy z dziećmi na dywanie. Jeśli któreś dziecko musi pójść do toalety, potrzebuje chusteczkę, nie potrafi czegoś samodzielnie zrobić, musi odejść z tego dywanu, to w pojedynkę nie jesteśmy w stanie ogarnąć tego dziecka, które się oddala, bo mamy pod opieką 20-25 dzieci. Wtedy taka pani, Beatka, Ilonka czy Krysia, służy nam pomocą. Bierze dziecko za rękę, idzie z nim do toalety, jest za nie odpowiedzialna. Wszyscy wiemy, że to dziecko jest wtedy bezpieczne, nic mu się nie stanie. Ale nawet w tak prostych sytuacjach, jak sięgnięcie po cokolwiek, włączenie tablicy interaktywnej, kiedy odwracamy wzrok od dzieci, jest druga pani, która widzi dzieci. W naszym przedszkolu pani, pracująca jako pomoc, jest u nas od godziny 8 do 13, czyli w takim najważniejszym czasie. 

Jak sytuacja będzie wyglądać, kiedy pomocy przedszkolnej zabraknie?

Albo dziecko 2,5-, 3-letnie pójdzie samo do toalety, albo nauczyciel pójdzie z nim, zostawiając 20-kilkuosobową grupę samą. Jeśli coś się stanie - to my będziemy winne. A przecież po to ktoś stworzył kiedyś takie stanowisko pracy, żeby wszystkim było łatwiej, a przede wszystkim bezpieczniej. Mówię to i jako nauczyciel przedszkolny, i jako matka, która sama dzieci, jedno ma 3 lata, drugie dwa lata i dwa miesiące. To małe dzieci, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co takie dziecko zrobi, jak zareaguje na różne sytuacje. 

Ale są jeszcze panie woźne.

Tak, ale one donoszą posiłki, sprzątają, pomagają w rozkładaniu leżaków. Ich obowiązkiem nie jest dbanie o bezpieczeństwo dzieci. Podczas zajęć dydaktycznych, pracy na dywanie nie ma tej pani, mamy zostać same? To dla mnie pomysł niedorzeczny. Oczywiście, słyszałam jeden z argumentów miasta, że kiedyś takiego stanowiska nie było i przedszkola funkcjonowały. Tylko że teraz coraz więcej dzieci ma różne problemy, ADHD, autystyczne, zaburzenia emocjonalne i inne. Do przedszkola przychodzą różne dzieci, jedne potrafią się same rozebrać, zjeść, inne nie. Poza tym proszę sobie wyobrazić początek września: przychodzą nowe dzieci, trafiają do obcego środowiska, rodzice zostawiają je z nowymi paniami, w nowych pomieszczeniach. To dla nich duży stres, wtedy każda para rąk do pracy jest ważna. Bo jedna pani ma do siebie przytuloną szóstkę czy siódemkę dzieci. 

Domyślam się, że pomoc nauczyciela nie jest intratnym finansowo stanowiskiem. 

Najczęściej zarabiają najniższą krajową, a w naszym przedszkolu pani pracuje pięć godzin dziennie, więc nawet nie na całym etacie. Ktoś, kto pracuje na tak odpowiedzialnym stanowisku za takie pieniądze, robi to z powołania. Naprawdę oszczędności można poszukać gdzie indziej. 

 

Napisała Pani petycję w obronie pomocy przedszkolnej. Co dalej?

Kończymy zbierać podpisy pracowników i rodziców ze wszystkich placówek, petycję można poprzeć również internetowo. Mamy około 600 podpisów. O sprawie poinformowaliśmy też rybnickich radnych. 4 listopada jestem umówiona z panem prezydentem Wojciechem Świerkoszem. Chcę mu wręczyć tę petycję osobiście i przedstawić nasze argumenty. Bo to nie urzędnicy będą pracowali od 1 stycznia z dziećmi, tylko my. 

 

Rozmawiał: Adrian Karpeta

 

 

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.