post image
Ireneusz Stajer / Andrzej Niedoba był wybitnym reportażystą i pisarzem.

Odszedł w wieku 80 lat dziś 25 listopada w szpitalu w Krakowie. Chorował na płuca, a tu jeszcze przyplątał się covid. Był rasowym reportażystą, pisarzem, zdobywcą wielu prestiżowych nagród. Łączymy się w bólu z rodziną.  

Bez krzty przesady można powiedzieć, że odszedł na zawsze jeden z ostatnich wielkich redaktorów. Dramaturg, prozaik i wybitny reportażysta, przez niemal dekadę związany był z naszym Tygodnikiem „Nowiny”. Miałem szczęście współpracować z Andrzejem Niedobą, jako młody, wkraczający dopiero do zawodu dziennikarz. Nauczyłem się od Niego bardzo wiele, przede wszystkim soczystego stylu pisania i nazywania rzeczy po imieniu. Dla nas młodych był jak ojciec, ale wymagający profesjonalista. Dziękuję Andrzeju za wszystko, nigdy Cię nie zapomnimy.

Miał niestety jedną przypadłość – palił mnóstwo papierosów.

- W ostatnich tygodniach cierpiał na zapalenie opłucnej. Przewieźliśmy Go do Krakowa, bo w tutejszym szpitalu nie mogli sobie poradzić z Jego chorobą. Wszystko szło ku dobremu, ale w Krakowie złapał covid. Od pięciu dni był w śpiączce farmakologicznej, mocno się męczył – mówi Barbara, małżonka Andrzeja Niedoby. Oboje mieszkali w starym domu w Wiśle, gdzie przeprowadzili się, gdy Redaktor przeszedł na emeryturę. 

Krakowski szpital bardzo się starał. Pana Andrzeja leczono nowymi lekami, niestety nie udało się, nikotyna też zrobiła swoje, niszcząc płuca.   
Zmarł w środę o godzinie 13.30. Nie ustalono jeszcze godziny pogrzebu.

- Dzwonią przyjaciele Andrzeja, pytają. Nie będzie dużego pożegnania. Ludzie się boją z powodu pandemii. Widocznie miało tak się stać... - wskazuje pani Barbara.

Ostatnie lata i miesiące miał bardzo szczęśliwe. Wydawał książki i był nagradzany. Cieszył się rodziną.    

Nie tak dawno „Nowiny” poświęciły Andrzejowi Niedobie reportaż na całą stronę pióra niżej podpisanego. 
Andrzej Niedoba już sam w sobie był bowiem legendą. A tu jeszcze nobilituje go pochodzenie z niezwykłego rodu górali z Nawsia nad Olzą – dziś w Republice Czech.

Jego stryj Władysław Niedoba, słynny Jura spod Grónia, wymyślił Gorolskie Święto w Jabłonkowie i utworzył Scenę Polską w Czeskim Cieszynie – jedyny polski zawodowy teatr poza granicami Rzeczpospolitej. Ojciec pana Andrzeja, nauczyciel Adam Niedoba założył w Wiśle Zespół Regionalny „Wisła” oraz wymyślił Tydzień Kultury Beskidzkiej, jako odpowiednik Gorolskiego Święta. W ten sposób Niedobowie spięli klamrą rozdzielone w wyniku decyzji światowych polityków „dwa płuca” jednej ziemi cieszyńskiej.

Rzeka niepokorna

Jego syn Andrzej opisał dzieje swego rodu w znakomitej książce „Rzeka niepokorna. Saga cieszyńska”, która ukazała się nakładem Regionalnego Instytutu Kultury w Katowicach. Znajdziemy w niej wartką narrację i mnóstwo anegdot. Spotkania z autorem wypełniają sale. Nic dziwnego, skoro pan Andrzej jest cenionym literatem, autorem kilkunastu sztuk teatralnych, zbiorów opowiadań oraz reportaży. Przez pół wieku pracował jako dziennikarz prasowy i telewizyjny oraz publicysta.

Niedobowie mają również zasługi dla naszego regionu. Adam najpierw uczył dzieci w Krostoszowicach koło Wodzisławia Śląskiego, a w 1927 roku, po ukończeniu seminarium nauczycielskiego, otrzymał belferski etat w pobliskim Skrzyszowie. Pracował w tej szkole do 1938 roku. Mieszkał na pięterku budynku restauracji. W Skrzyszowie poznał swoją przyszłą żonę, przedszkolankę Janinę Studzińską, która na Śląsk przyjechał ze wschodu.

- Wychowała się w korpusie sierot lwowskich księdza hrabiego Badeniego. Takich jak ona były tam tysiące po pierwszej wojnie światowej i obronie Lwowa, w której zginął brat mamy, Tadeusz, student miejscowej politechniki – opowiada pan Andrzej.

Jak dodał w rozmowie ze mną, z uwagi na swoje zainteresowania tato założył w Skrzyszowie chór młodzieżowy i organizował amatorskie przedstawienia teatralne.

Chwalił i ganił

Po latach na Górny Śląsk wrócił Andrzej. Przez dekadę był naczelnym naszego tygodnika „Nowiny”. Pamiętam, jego ciepłe, inteligentne poczucie humoru. Na kolegiach redakcyjnych umiał pochwalić za dobry artykuł, ale i zganić dosadnymi słowami typu... „to jest do d...”, kiedy było trzeba.

Przyszedł do „Nowin” w trudnym czasie. Upadła właśnie komuna. W Katowicach pracowała komisja likwidacyjna RSW „Prasa – Książka – Ruch”, która posłała do Rybnika doświadczonego redaktora z pokaźnym już dorobkiem twórczym. 

- Niezbyt dobrze pamiętam tamten czas. Wiem, że nie pisałem tekstów, by nie zabierać dziennikarzom „wierszówki”. Dziś jednak bardzo żałuję, że nie zrobiłem artykułu o Skrzyszowie. W mojej „Rzece niepokornej” jest bardzo mało o pracy ojca w tamtejszej szkole. Kiedy w latach 90. byłem naczelnym „Nowin” żyli jeszcze ludzie, których uczył Adam Niedoba. Może ich dzieci pamiętają coś z opowieści o moim tacie? Mam taką nadzieję i liczę na kontakt za pośrednictwem „Nowin” - prosił pan Andrzej.

Nikt jednak się wówczas nie zgłosił. Może teraz...

Ireneusz Stajer

Komentarze

  • Elżbieta Grymel Redaktor Niedoba.Pamiętam go z czasów kiedy szefował "Nowinom". Niech spoczywa w spokoju...

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.