Dominik Gajda Isafira na Żorskiej Otwartej Sceny Ogniowej
Dominik Gajda Isafira na Żorskiej Otwartej Sceny Ogniowej

Ireneusz Stajer

W 2019 roku była na pierwszym pokazie fire show. Na żorskim Rynku wystąpiła ukraińska grupa z Zaporoża. Potem można było zapisać się na warsztaty w Miejskim Ośrodku Kultury.

- Stwierdziłam, czemu nie, nigdy czegoś takiego nie próbowałam. Pokaz bardzo mi się spodobał. Pomyślałam jeszcze, że najwyżej później nie będę się tym zajmowała. Chciałam nauczyć się jednak ogniowych ewolucji z przyrządami – mówi Isafira.

Na początek było trochę teorii. Prowadzący przedstawili skąd wzięło się i czym jest fire show. Kursanci nauczyli się rozgrzewki, niezbędnej przed każdym treningiem.

- Poznaliśmy rekwizyty. Każdy mógł sobie wybrać, z czym będzie ćwiczył przez cały miesiąc. Udałam się do MOK-u z zamiarem poznania ewolucji z tzw. wachlarzami. Wcześniej widziałam takie rzeczy na zdjęciach. Na zajęciach spodobały mi się jednak poiki, to kule zawieszone na łańcuchu albo sznurku trzymane w dłoniach – zaznacza Monika.

Fascynacja ogniem

Do końca nie precyzuje, co ujęło ją w poikach.

- W ogniu fascynuje mnie możliwość artystycznego wykorzystywania go. Kiedyś bardzo bałam się płomieni. Nie byłam w stanie zapalić nawet świeczki. Bałam się poparzenia... - stwierdza.

Kilka dni przed końcem warsztatów, a zarazem przed pierwszym występem kursanci zostali rzuceni na głęboką wodę. Po raz pierwszy dostali do rąk rekwizyty z ogniem.

- To był dla mnie totalny stres. Jak już go „wzięłam ogień do ręki”, strach odszedł. Słuchałam go, tak to możliwe. To było zupełnie inne uczucie niż w sytuacji kontaktu z ogniem w codziennym życiu. Fire show jest uczuciem nieomal mistycznym – przekonuje Isafira.

Jak dodaje, ogień trzeba szanować.

- Nie jest tak, że ogniem kręci się za pomocą rekwizytów i on się nas słucha. Nie będzie robił tego, co chce człowiek. Należy obserwować, jak ogień „zachowuje się” sam w sobie. Trzeba dopasować się do niego, a jednocześnie sprawować nad nim kontrolę... - wyjaśnia.

Przyznaje, że trudno to wytłumaczyć.

Jak powstała Isafira

Po warsztatach została na dłużej, w Żorskim Teatrze Ognia, który powstał po miesiącu spotkań. Nie bała się już płomieni. Z biegiem czasu grupa się wykruszała. Ostatnie trzy osoby założyły Gildię Ognia DraCorde (Serce Smoka). W zeszłym roku zespół rozpadł się i Monika Żurek stała się Isafirą. Występuje solowo.

W Żorach jest od sześciu lat. Wcześniej mieszkała m.in. w Cieszynie, gdzie była na studiach artystycznych, oraz w Łękawicy koło Żywca. Pochodzi z Bielska-Białej.

- Rodzina, znajomi namawiali mnie na Akademię Sztuk Pięknych. Trafiłam do filii Uniwersytetu Śląskiego i zostałam nauczycielem plastyki. Swoje prace pokazałam na Biennale Cieszyńskim, w ramach wystawy rocznika studentów. Nie zatrudniłam się jednak w szkole. Pracowałam jako grafik - wolny strzelec – opowiada 30-latka.

Gdzie wystąpi

Przypomnijmy, że 13 marca wieczorem, na Rynku obejrzeliśmy niesamowity, charytatywny spektakl Żorskiej Otwartej Sceny Ogniowej, który zorganizowała właśnie Monika. Zaprezentowali się ponadto: Grupa Artystyczna KAMAn, Master Filipsa i Tancerze Ognia Ikar. W części drugiej na scenę mógł wejść każdy, kto ma jakiekolwiek doświadczenie w tańcu z ogniem.

Isafirę można zobaczyć podczas występów ulicznych.

- Mogę Wam zdradzić, że planuję pojawić się z ogniem w kilku miastach na Śląsku. Będą to spontaniczne wypady, więc obserwujcie stronę https://www.facebook.com/isafira.show/?_rdr, na której powiem, gdzie aktualnie się wybieram – zachęca artystka.

Wiemy już, że 2 lipca wystąpi na Wodzisławskim Festiwalu Kuglarzy.

Komentarze

Dodaj komentarz