post image
Elżbieta Grymel

Elżbieta Grymel

Nie znalazł z niego żadnego wyjścia, choć obszedł go dookoła. Gdy tak się przechadzał, obok niego ni stąd, ni zowąd pojawił się ktoś, kto przypominał człowieka. Osobnik ten był wysoki i barczysty, nosił brunatną koszulę do ziemi przewiązaną konopnym sznurem i miał dziwnie wygoloną głowę. Antek zagadał do tego dziwaka, a ten najpierw pokazał palcem na oba uszy, a potem położył go na ustach. Ten gest Antek zrozumiał: ten ktoś jest głuchy i nie mówi! Ale znacznie mniej podobało mu się dalsze „ręczne” tłumaczenie przybysza. Wręczył on zdumionemu chłopu grabie i pchnął go lekko ku stercie śmieci, które leżały na ścieżce.

Potem Antek dostał widły i ładował nawóz do taczek, kopał ziemię, podlewał rośliny i tak do wieczora, o głodzie i bez picia. Woda do podlewania roślin była brudna, więc nie nadawała się do wypicia, a w małej studni, która stała na środku ogrodu, był tylko piasek. Kiedy słońce zaszło, ledwo dowlókł się do izby, z której rano wyszedł. U wezgłowia leżała kromka chleba i obtłuczony kubek pełny zimnej wody! Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Choć Antek znalazł w końcu jakieś drzwi, które gdzieś prowadziły, to były one zamknięte na głucho! A kiedy zerknął przez dziurkę od klucza, to zobaczył po drugiej stronie znacznie więcej takich stworzeń jak ten „niemowa”, który pędził go do pracy i prawdę mówiąc chłop nie wiedział, co o tym myśleć. Trzeciego dnia dostał pracę przy murze. Załadowywał kolejną taczkę chwastów, kiedy usłyszał głos swojej żony Agaty. Kobieta rozmawiała z ich sąsiadką Klyciną (Antek poznał ją po głosie):

- Wiycie somsiadko, cosik sie stało z mojim Antkiym: śpi już trzeci dziyń, po tym jak sie tak we kaczmie naproł! Jo se tak myśla, że ȏn isto umrził, bezto trza bydzie iś ku farorzowi a pogrzyb ȏbsztelować!

- Zgupiała żeś babo, jo sam jest! Niy słyszysz mie! – krzyknął rozsierdzony chłop, ale kobiety za murem rozmawiały dalej, jakby go rzeczywiście nie słyszały.

- A skond na wszyjstek weźniecie somsiadko, przeca tyn ȏżralec wszyjstek ze chałpy do kaczmy wywlōk! Teraz to sie już isto za to smażi we piekle! - dorzuciła mściwie sąsiadka, której Antek też parę razy zalazł za skórę.

Teraz chłop dopiero zdał sobie sprawę, gdzie się znajduje: on trafił do piekła, a te dziwne osobniki to bez wątpienia diabły! Rogów w prawdzie nie mieli, ale on widział przecież ich ogony, które były takie długie i włochate, że owijali się nimi w pasie!

Tego dnia jednak te straszne diabły dały mu znacznie wcześniej coś do zjedzenia i jakiś słodki napój do picia…Co było potem Antek nie pamiętał, ale następnego ranka obudził się w swoim łóżku. Obok niego spała Agata.

- Szczynści, że żyja, bo dłōgo bych tam nie wytrzimoł! Nie oddowej mie, roztōmiło babeczko, tym golōnym diobłōm! Jo sie zaroz naprawia!- krzyknął Antek głośno, wyskoczył z łóżka i pobiegł do obory, gdzie zajął się obrządzaniem bydła.

Od tego czasu zmienił się bardzo, na korzyść. Wiele pracował i nie pił już gorzałki.

PS. Widać, braciszkowie z klasztoru znali się nie tylko na hodowli ryb, ale także na psychologii.

Komentarze

Dodaj Komentarz