Pielgrzymi nad świętym Jeziorem Manasarowar. Zdjęcie: zbiory Anity Czerner
Pielgrzymi nad świętym Jeziorem Manasarowar. Zdjęcie: zbiory Anity Czerner


Żorzanka Anita Czerner szła do Kailash w narodowej pielgrzymce mieszkańców Indii. Z wykształcenia jest antropologiem kultury czy jak kto woli etnologiem. Pracuje w dziale kultur pozaeuropejskich żorskiego muzeum. I tylko dlatego mogła uczestniczyć w pielgrzymce. Po drodze rozmawiała z pątnikami, fotografowała i zbierała dane w ramach projektu „Regionalne ruchy narodowo-religijne w globalizującej się Azji: współczesne pielgrzymowanie do Góry Kailash na pograniczu indyjsko-chińsko-nepalskim”, finansowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Przedsięwzięciem kieruje dr Anna Szymoszyn z Polskiej Akademii Nauk.

Święta Góra Kailash
Pielgrzymi wyruszają na północ autobusami z Delhi, stolicy Indii, a potem pięć-sześć dni idą. Na własnych nogach muszą pokonać Himalaje, na szczęście nie są to najwyższe partie gór. Druga, dziś znacznie bardziej popularna trasa pielgrzymki zaczyna się w Lhasie, głównym mieście okupowanego przez Chińczyków Tybetu. To łatwiejszy szlak. Pątnicy podróżują autokarami, a następnie przesiadają się do samochodów terenowych. Pod świętą górę podjeżdżają autami.
Dużo trudniejsze jest pielgrzymowanie do Kailash od strony Indii. Nad tym traktem zaciążył wieloletni konflikt chińsko-indyjski. – Aż do 1988 roku komunistyczne Chiny zakazywały Hindusom przekraczania granicy na wysokości świętej góry. Dopiero w 1989 roku rząd w Pekinie zgodził się wpuścić do Tybetu ograniczona liczbę pątników. Granicę może przejść rocznie ok. 900 osób, wyłącznie obywateli Indii. Szlak jest zamknięty dla obcokrajowców. Nam też nie udało się dotrzeć pod sam Kailash. Niemniej spędziliśmy z pielgrzymami dwa dni – opowiada Anita.

Kraina bogów
– Próbowałam zrozumieć fenomen pielgrzymki. Tamtejsze Himalaje są porośnięte dżunglą. Krajobraz jest przepiękny, pełen zieleni i wodospadów. W dolinach kwitną tysiące różnych gatunków kwiatów. Jest bardzo ciepło. Ludzie idą krętymi ścieżkami. Zielone góry są dla Hindusów czymś naturalnym. Subkontynent indyjski obejmuje bowiem strefa klimatu tropikalnego. Aż tu nagle po stronie chińskiej diametralnie zmienia się krajobraz. Pojawiają się skaliste góry, a w wyższych partiach śnieg. Pielgrzymi z południa Indii nigdy nie widzieli śniegu, więc przeżywają szok. Całe życie chodzą w lekkim obuwiu, a teraz muszą wdziać ciepłe buty.
W Tybecie zaczyna się kraina bogów. Z daleka widać Kailash (6714 m n.p.m.), ośnieżoną górę w kształcie... jaja, która wyrasta z płaskowyżu tybetańskiego (4-4,5 tys. m n.p.m.). Na samym wierzchołku króluje Shiva, jeden z trzech głównych hinduistycznych bogów. Według miejscowych wierzeń przebywa tam w towarzystwie pięknej żony Parvati. Jakby tego było mało, przed Kailash rozciągają się dwa ogromne jeziora z turkusową, krystalicznie czystą wodą. To jeszcze potęguje wrażenia. Opowieści o krainie bogów zyskują w oczach i sercach pątników potwierdzenie – tłumaczy Anita.

Wzywa ich Shiva
Zanim dotrą do Kailash muszą przejść wokół świętego Jeziora Manasarowar. Nie każdy wytrzymuje trudy pielgrzymki. Czasem ktoś umiera, spotkało to jednego mężczyznę z grupy Anity. Mieszkańcom nizin doskwiera choroba wysokościowa. Dotknęła także Anitę. Najczęściej objawia się bólem i zawrotami głowy, wymiotami, biegunką i dusznościami. Na chorobę wysokościową pomaga sen, odpoczynek i picie dużej ilości wody lub jaśminowej herbaty.
Pielgrzymom towarzyszą tragarze oraz poganiacze osiołków i mułów. Ich grzbiety obciążają najcięższe bagaże. Pątników chronią indyjscy żołnierze. Przygraniczny sporny region nie jest bowiem zbyt bezpieczny. Żołnierze często wypisują na skałach teksty witające pielgrzymów. Wtedy ludzie czują się raźniej. Pątnicy spędzają w terenie przeciętnie 10 godzin dziennie. Na noc zatrzymują się w specjalnie przygotowanych obozach. Nie każdy może sobie pozwolić na udział w pielgrzymce. Co roku rząd organizuje losowanie. Szczęśliwcy, a jest ich niewielu, mogą szykować się w trasę. Wygrywający stwierdzają, że wzywa ich Shiva. Ci, co przegrywają ze stoickim spokojem, uznają, że nie nadszedł ich czas.

Komentarze

Dodaj komentarz