Materiały prasowe / Andrzej Michał Derwisz Pisarz Science Fiction
Materiały prasowe / Andrzej Michał Derwisz Pisarz Science Fiction

Na letnie wakacje czekamy cały rok. Planujemy miesiącami, często się zapożyczamy, żeby spędzić je w egzotycznych zakątkach świata, krajowych luksusowych ośrodkach lub gdziekolwiek, byleby wyjechać. Zawczasu rezerwujemy wycieczki, bukujemy miejsca w samolotach, pociągach, bywa, że wypożyczamy samochód. Wszystkie te zabiegi są pobudzane wyobraźnią o czekających nas wspaniałych, beztroskich, pełnych wrażeń kanikułach. Wspominamy też o ładowaniu akumulatorów na jesienne słoty i zimowe zawieruchy. Długo przed ruszeniem w podróż karmimy się marzeniami, i mówiąc wprost: o to właśnie chodzi!

Ale zdaje się, że złote lata beztroskich wakacji odchodzą do lamusa, i to nie tylko z „przyziemnych” przyczyn do niedawna związanych z covidową pandemią, teraz z inflacją, więc niebotycznymi cenami wyjazdów, czy niepokojami w świecie. Jednym z nowych, ale rosnących na naszych oczach zagrożeń, głównie na południu Europy stają się ekstremalne warunki pogodowe. Temperatury przewyższające 40 stopni C zagrażają zdrowiu i życiu, powodują pożary, zmuszając do ewakuacji wczasowiczów, czy zamykania zabytków, jak na przykład w Atenach Akropolu. Pobyt w pięknym, egzotycznym kurorcie może się przerodzić w batalię o przetrwanie.

Innym zagrożeniem staje się rosnąca niechęć mieszkańców urokliwych miejsc do nadmiaru odwiedzających. Władze europejskich państw chcąc ograniczyć przypływ turystów stosują różne sposoby zniechęcające potencjalnych gości: obowiązkowe opłaty, limity osobowe, czy kampanie sugerujące kłopoty, które mogą nam zepsuć pobyt.

Walka z dużą liczbą urlopowiczów pochodzących z olbrzymich statków wycieczkowych zaczęła się od Wenecji, a w jej sfinalizowaniu pomogły groźby UNESCO o wpisaniu Włoch na czarną listę za to, że nie zabraniają liniowcom wpływać na tereny uznawane za światowe dziedzictwo kultury. Od dwóch lat istnieje zakaz wpływania statków ważących ponad 25 tys. ton w rejon placu Św. Marka. Weneckie władze planują też opłatę za wejście do historycznej części miasta od trzech do dziesięciu euro za osobę. Miała obowiązywać od czerwca 2023, ale do końca lipca jej nie wprowadzono.

Kolejnym przykładem walki z turystami jest Barcelona. Od zeszłego roku obowiązuje tam limit grup mogących przebywać w popularnych częściach miasta i zakaz używania głośników przez przewodników.

Natomiast lokalne władze Amsterdamu prowadzą kampanię zniechęcającą do przyjazdu Anglików w wieku 18-35 lat. Wpisując w wyszukiwarkę hasła świadczące o szukaniu w Amsterdamie zabawy, otrzymamy reklamy zrażające do wyboru miasta nad rzeką Amstel. Ponadto ostatnio zakazano palenia marihuany w centrum.

W Polsce na zachowanie Wyspiarzy i innych gości narzekają krakowianie, ale jedyną konsekwencją jest zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych od 24 do 5.30. Przy czym wszelkie napoje wyskokowe bez ograniczeń można spożywać w lokalach.

Tego typu przykładów jest więcej, wydaje się jednak, że wygra merkantylizm, bowiem mnóstwo miejscowości na całym świecie żyje wyłącznie z turystów, a ich brak to niepowetowane straty dla lokalnych budżetów.

Mimo tych wszystkich niedogodności mam nadzieję, że Czytelnicy spędzili lub spędzą urlop w znośnych warunkach i nie będą go wspominać jako koszmaru minionego lata…

Komentarze

Dodaj komentarz