Dominik Gajda
Dominik Gajda

Ależ to był festiwal. "Magia Rocka" połączyła ludzi różnego wieku, o różnym wykształceniu, z różnych stron Polski (chociaż najwięcej oczywiście i tak było wielbicieli ciężkiego grania z naszego województwa). Chętni na spotkanie z rockową alternatywą parkowali swoje auta po całych Lyskach, co było możliwe także dzięki temu, że w kilku miejscach tej małej miejscowości wyznaczono parkingi. O godzinie 17.00 otwarto bramki, przez które zaczęła płynąć rzeka ludzi. Od samego początku fani mocniejszego brzmienia byli bombardowani naprawdę pokaźną dawką decybeli. Jako pierwsi bowiem na scenie pojawili się członkowie zespołu The Kakashi, którzy zaproponowali publiczności zgromadzonej na polu tuż obok remizy w Lyskach ostre metalowe brzmienie. Całe szczęście najmłodsi uczestnicy wydarzenia zostali najczęściej zaopatrzeni w wytłumiające słuchawki. Kakashi wprowadzili imprezowiczów w klimaty rodem z kraju kwitnącej wiśni (nazwa grupy zresztą nawiązuje bezpośrednio do bohaterów japońskiej kreskówki).

 

Po ciężko brzmiącej młodzieży przyszedł czas na już bardziej doświadczonych panów, którzy na polskich scenach są już prawie 40 lat. Ale cóż, widocznie z nurtu muzycznego, jakim jest punk, się nie wyrasta. Zespół Farben Lehre udowodnił, że maksyma, jaką jeszcze 20 lat temu pisano na murach, mianowicie, że „punk is dead” (punk jest martwy) bardzo rozmija się z prawdą. Utwory, które zagrali muzycy zresztą, nie były punkową ortodoksją. Fani zespołu mogli bowiem usłyszeć również wykonania w rytmie reggae, które wprost zachęcały do radosnych podrygów. Ze sceny pofrunęły więc do festiwalowiczów nie tylko przesławna „Matura” czy „Spodnie z GS-u”, ale także bardziej skoczne „Anioły i demony”.

 

Po niepokornych punkowcach przyszła kolej na nieco bardziej lirycznych terrorystów z genialnym tekściarzem, jakim jest Krzysztof „Grabarz” Grabowski z niezwykle zasłużoną dla polskiej muzyki alternatywnej grupą „Strachy na Lachy”. Zespół  Piły jak zwykle pokazał klasę i dostarczył swoim wielbicielom niesamowitych emocji za sprawą takich piosenek, jak „Dzień dobry kocham cię”, „Idzie na burzę, idzie na deszcz”, „Raissa”, a finałowa „Piła tango” sprawiła, że do Grabarza dołączyło wielu admiratorów tegoż artysty rodem z Wielkopolski.

 

Nie był to bynajmniej koniec muzycznych uniesień tego popołudnia i wieczoru, bowiem wkrótce po „Strachach”, sceną zawładnęła prawdziwa legenda – zespół Kult. Koncerty tego bandu nigdy nie są krótkie, bowiem ich dyskografia obejmuje prawie 40 lat grania. Byli gośćmi najważniejszych festiwali w naszym kraju. W każdym miejscu, które odwiedzają, przyciągają rzeszę prawie wyznawców Kazimierza Staszewskiego i jego kompanów. Nie inaczej było tym razem, gdyż publika otrzymała ponad dwugodzinny set, na którym nie zabrakło takich numerów jak: „Piosenka młodych wioślarzy”, „Wódka”, „Rząd oficjalny”, „Polska”, czy „Celina”.

 

Po takim wyczynie ciężko było pójść o krok dalej, zwłaszcza że zaczęło padać, ale muzycy z metalowej kapeli Hunter również mieli spore grono swoich wielbicieli pod sceną. Charyzmatyczny wokalista Paweł Grzegorczyk z charakterystycznym cylindrem na głowie wraz z kolegami spowodował, że metal stał się ostatnim akordem tej wspaniałej imprezy.

Galeria

Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt

Komentarze

  • Fan Rocka 28 sierpnia 2023 20:11O Kult nie ma co dużo mówić - legenda jak zawsze na poziomie. Ale to, co Hunter zrobił na zakończenie festiwalu to była prawdziwa petarda! Mimo deszczu atmosfera była gorąca!

Dodaj komentarz